Kiedyś o nich słyszałam ale nigdy oko w oko nie poznałam. Dlatego w pewną, październikową środę wybrałam się na wycieczkę pod Częstochowę. Jadąc trasą szybkiego,  ruchu w pewnym momencie ciężko jest się skupić na prowadzeniu, gdy parę metrów od ciebie, na ogrodzonym olbrzymim polu spaceruje kilkadziesiąt dziwnych, włochatych stworów. To własnie alpaki - ni lamy, ni wielbłądy tylko bardzo przyjazne i oddane zwierzęta, od których trudno oderwać wzrok. W naszej Ostoi Lendo miałyby raj:)

Hodowca zaczynał od kilku sztuk tak hobbystycznie ale już teraz pasja przerodziła się w bardzo dobrze prosperującą firmę. Nawet nie zdawałam sobie sprawy jak duże jest zainteresowanie tymi zwierzakami. Ich ciepła, gruba wełna to cenny produkt na rożnego typu skarpety, sweterki, wypełniacze kołder czy poduszek. Właściciel posiada olbrzymią wiedzę na temat alpak z która bardzo chętnie się dzieli. Zostałam oprowadzona po wszystkich wybiegach. Samce oddzielnie, samice z małymi na swojej polance a pozostałe np przygotowane do sprzedaży jeszcze w innym miejscu. Zielona, wielogatunkowa trawa, biała koniczyna i wypełnione pojemniki z wodą - to wszystko co alpace jest potrzebne do życia. Małe po urodzeniu wymagają oczywiście witamin i ciepłego okrycia ale tak to zwierzęta te są bezobsługowe. Na łące mogą przebywać cały rok, chyba, ze spadnie śnieg, który zakryje trawę wówczas trzeba je zaprowadzić do jakiegoś pomieszczenia lub wiaty i przez okres śniegu dokarmiać. Przez ten czas w którym obcowałam z tymi śmiesznymi zwierzętami miałam okazję dotknąć ich bardzo ciepłego futerka, patrzeć głęboko w piękne, duże ciemne oczy przyozdobione firanką rzęs i głaskać do woli, bo niektóre chodziły za mną krok w krok jak najbardziej oswojony pies:) 

Ciężko się było pożegnać z tym miejscem. Alpaki absolutnie skradły moje serce. Teraz czeka nas rodzinna burza mózgów, czy w lendzkiej krainie jesteśmy gotowi na przywitanie nowych członków naszego stada?:)