RODZINNIE DO OŁTARZA  Czerwcowa, upalna sobota. Długi tren ciągnący się za Panną Młodą, u Jej boku wspaniały partner, przyjaciel i głowa rodziny, a po obydwu stronach dwoje Ich największych Skarbów. Bardzo świadomi, chcący uroczyście przysięgać przed Bogiem, w towarzystwie tylko najbliższych - powiedzieli sobie TAK. Łzy, wzruszenie, emocje były ogromne, tym bardziej, gdy siedzisz przed ołtarzem ze swoimi dziećmi a świadkami tego wydarzenia są Ojciec Pana Młodego i Mama Pani Młodej. Wspaniała atmosfera, znajomi, przyjaciele, rodzina ustawiający się w nieskończonej kolejce do życzeń. Cała uroczystość skąpana w czerwcowym słońcu na zawsze pozostanie w Ich sercach. Wszystkiego najlepszego Kochani na Nowej - Starej;) drodze życia!

RODZINNIE DO OŁTARZA

Czerwcowa, upalna sobota. Długi tren ciągnący się za Panną Młodą, u Jej boku wspaniały partner, przyjaciel i głowa rodziny, a po obydwu stronach dwoje Ich największych Skarbów. Bardzo świadomi, chcący uroczyście przysięgać przed Bogiem, w towarzystwie tylko najbliższych - powiedzieli sobie TAK. Łzy, wzruszenie, emocje były ogromne, tym bardziej, gdy siedzisz przed ołtarzem ze swoimi dziećmi a świadkami tego wydarzenia są Ojciec Pana Młodego i Mama Pani Młodej. Wspaniała atmosfera, znajomi, przyjaciele, rodzina ustawiający się w nieskończonej kolejce do życzeń. Cała uroczystość skąpana w czerwcowym słońcu na zawsze pozostanie w Ich sercach. Wszystkiego najlepszego Kochani na Nowej - Starej;) drodze życia!

WŁOSKI PORANEK

WŁOSKI PORANEK

W tym roku, gdy w Polsce marcowa aura nie za bardzo sprzyjała, ja odbyłam 2,5 godziny lot aby przenieść się do mojego ukochanego, włoskiego zakątka. Włochy - uwielbiam! To po Ostoi Lendo moje drugie miejsce na Ziemi i wiem, że za parę lat tu także stworzę swoją niewielką, włoską ostoję:) To była krótka podróż ale ja starałam się z niej czerpać całymi garściami. Kawa nad brzegiem Jeziora Garda - to rozkosz! Do miasteczka o tej samej nazwie dotarłam późnym wieczorem a następnego dnia, tuż po wschodzie słońca postanowiłam powłóczyć się po uliczkach urokliwej starówki. 45 minut spaceru a karta w aparacie prawie zapełniona. Tu każdy detal, owoc, okienko, balkonik zasługuje na przyciśniecie spustu migawki:) Kto z Was, podczas podróży po tym regionie Włoch przypomni sobie moją krótką fotograficzną relację, niech wstąpi choć na chwilę na filiżankę dobrej kawy oraz pucharek lodów i poczuje ten klimat, tak jak ja poczułam pewnego marcowego przedpołudnia. La vita è bella!

      W WELONIE PO JEZIORZANACH  Urokliwe miasteczko Jeziorzany, 15 minut drogi od mojej Ostoi Lendo, to rodzinna miejscowość Panny Młodej. Upalny, czerwcowy dzień, ciężko sobie zrobić dobry make up a co dopiero założyć suknię ślubną - i to jaką suknię ślubną! W rodzinnym domu od samego rana gwarno. Każdy coś szykuje, dzieci i psy krzątają się z kąta w kąt, lista z kolejnością zapisów do zajęcia choć na chwile łazienki wydłuża się. Na samej górze piętrowego domu istny salon kosmetyczny. Wszystko na szczęście sprawnie idzie. Jeszcze na załagodzenie nerwów oraz burczących brzuchów herbatka i kanapka z domową wędliną i czas wyjść na powitanie Pana Młodego. Bramka pod każdym detalem dopracowana, siostry, brat i rodzice tak łatwo Panny Młodej to nie oddadzą. W oczach Pana Młodego już w pewnej chwili można było ujrzeć cień zwątpienia, ale w końcu mocno walcząca o dobry wykup siostry płeć piękna, zlitowała się i  ręka Panny Młodej należała już do przyszłego małżonka. W bardzo spektakularny i tradycyjny sposób cała rodzina, goście, sąsiedzi i znajomi odprowadzili Młodą Parę ulicami Jeziorzan do kościoła. Kościółek malowniczo położony nad samym Wieprzem zachwyca swym urokiem. Tu po prostu chce się zatrzymać na dłużej. Żółte grążele wyłaniające się z wód stawów zachwycają swoim wdziękiem a chłodzące się krowy i konie dopełniają tylko malowniczy krajobraz tego miejsca. To własnie tu, ma początek nowa droga życia dwojga świeżo poślubionych małzonków.

W WELONIE PO JEZIORZANACH

KOMUNIA W STAJNI

KOMUNIA W STAJNI

KOMUNIA W STAJNI

To był bardzo przyjemny, niedzielny dzień. Komunijne przyjęcie w plenerze, w cudownym miejscu Kuchnia przy Stajni na skraju Chojnowskiego Parku. Piękna pogoda, okoliczności przyrody, pyszna kuchnia i wspaniałe widoki na trenujące konie zachwycały na każdym kroku. Po przekroczeniu progu tego miejsca wiedziałam, że to moje miejsce do którego będę chciała wracać. Gdy parę tygodni temu zadzwoniła do mnie mama mojej bohaterki na wstępie zaznaczyła, że miejsce w którym urządzają przyjęcie stanie się mi bliskie. I tak się też stało:) To totalnie mój klimat, a to oznacza także sukces fotograficzny. Wszystko nam dopisywało i taki materiał fotograficzny to spełnienie marzeń wszystkich fotografów obsługujących wydarzenia jakimi są przyjęcia komunijne. Wspaniała rodzina, przyjaciele, gromadka dzieci biegających po wszystkich możliwych zakamarkach o Ona, skromna, delikatna, na początku trochę onieśmielona ale z nie schodzącym uśmiechem z buzi moja mała bohaterka Julia. Dziękuję za tak dobry i piękny dzień i zapraszam do fotorelacji. Tu warto wracać...

ALPAKOWE WARIACTWO

ALPAKOWE WARIACTWO

Kiedyś o nich słyszałam ale nigdy oko w oko nie poznałam. Dlatego w pewną, październikową środę wybrałam się na wycieczkę pod Częstochowę. Jadąc trasą szybkiego,  ruchu w pewnym momencie ciężko jest się skupić na prowadzeniu, gdy parę metrów od ciebie, na ogrodzonym olbrzymim polu spaceruje kilkadziesiąt dziwnych, włochatych stworów. To własnie alpaki - ni lamy, ni wielbłądy tylko bardzo przyjazne i oddane zwierzęta, od których trudno oderwać wzrok. W naszej Ostoi Lendo miałyby raj...

HISTORIA JEGO WARKOCZA

HISTORIA JEGO WARKOCZA

Jego warkocz stał się pretekstem do zorganizowania sesji rodzinnej...

Pewnego dnia zadzwonił do mnie mężczyzna z pytaniem czy nie podejmę się zrobienia kilku plenerowych ujęć jego rodzinie. Oczywiście moja odpowiedź brzmiała tak i zaczęliśmy omawiać szczegóły. Nim ja zadał pytania o charakter sesji, o miejsce w jakim chcieliby ją mieć ilu jest członków rodziny w słuchawce usłyszałam "bo chodzi o warkocz". Bardzo mnie to zaintrygowało i zamieniłam się w słuch.

Pan ma synka, któremu od urodzenia mama nie obcinała włosów. Warkocz rósł, rósł aż zaczął plątać się między nogami. W jego zaplatanie zaangażowana była cała rodzina. Jednak najbardziej tego akurat zajęcia nie lubił tata chłopca. Zbliżały się wakacje, cała rodzina marzyła o wyjeździe na wyczekany urlop - plaża, kąpiele i ... plecenie warkocza. Urlop był możliwy tylko pod warunkiem ścięcia włosów. Jednak wcześniej obowiązkowo pamiątkowa sesja. I w taki własnie sposób miałam okazje poznać bardzo barwną rodzinę a w szczególności cudownego chłopca o pięknych, długich włosach.